Daria Zawiałow zaprezentowała nowy singiel „Nie dobiję się do Ciebie”. Piosenka to pierwsza zapowiedź jej drugiego albumu, którego premiera zbliża się wielkimi krokami. Do sieci trafił także oficjalny teledysk do nowej piosenki. Wideo zaskakuje mrocznym i tajemniczym klimatem. Daria Zawiałow i nowy singiel „Nie dobiję się do Ciebie”Daria Zawiałow powraca z nowym singlem zatytułowanym „Nie dobiję się do Ciebie”. Piosenka zapowiada jej kolejną płytę, której data premiery pozostaje na ten moment nieznana. Nowe wydawnictwo powstawało we współpracy z Michałem Kushem, producentem debiutanckiej płyty utwór artystki charakteryzuje się synth-popowym i surowym brzmieniem, mocno nawiązującym do muzyki lat osiemdziesiątych.— Warstwa liryczna opowiada o niestabilnej emocjonalnie dziewczynie, która toczy walkę z samą sobą. Podąża za mężczyzną, którego już dawno straciła, który jest dla niej nieosiągalny. Moja bohaterka jest tego świadoma, a mimo to uparcie idzie przed siebie. Jest zamknięta w swoim własnym labiryncie, balansuje pomiędzy rzeczywistością, a tym, co nie istnieje naprawdę — tłumaczy Daria Zawiałow i dodaje: — „Nie dobiję się do Ciebie” to utwór, który jest wstępem do nowego etapu w moim życiu. Jest dla mnie czymś nowym, ale jednocześnie bardzo moim. Wraz z Michałem Kushem idziemy do przodu, czując w sobie ogromne pokłady energii. Nieco bardziej elektronicznie, ale zachowując naszą miłość do gitarowych brzmień. fot. mat. prasowe W internecie pojawił się już oficjalny teledysk promujący singiel „Nie dobiję się do Ciebie”. Od pierwszych sekund klip zaskakuje klimatem.— Teledysk zadziwiająco kontrastuje z żywą i pełną barw okładką i przenosi nas do miejsca rodem z serialu „Stranger Things”! Jest mroczny i tajemniczy. Wraz z Dominiką Podczaską, reżyserką teledysku, starałyśmy się przenieść klimat piosenki na obrazek i oddać cały mrok, kryjący się za postacią bohaterki. Muszę przyznać, że po raz pierwszy realizowałyśmy mój scenariusz, dlatego tym bardziej jestem związana z tym klipem — zdradza płyta Darii Zawiałow wywołała niemałe poruszenie na polskiej scenie muzycznej. Krążek, z którego pochodzą utwory „Malinowy Chruśniak” i „Kundel Bury”, zachwycił zarówno słuchaczy, jak i krytyków muzycznych. Album „A Kysz!” został nagrodzony dwoma prestiżowymi Fryderykami w kategorii „debiut roku” i „album roku — alternatywa”. Nie chcesz przegapić żadnej premiery, teledysku i informacji ze świata muzyki? Dołącz do grupy Siła muzyki na
Onet. Barbara Horawianka Prywatnie żona Mieczysława Voita, "W labiryncie" wcielała się w rolę laborantki, Marii Jarosz. Niezwykła popularnośc tego serialu dała jej role w innych tasiemcach
{"type":"film","id":35174,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/serial/W+labiryncie-1988-35174/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum serialu W labiryncie 2018-01-10 19:11:33 ocenił(a) ten serial na: 8 Kto grał przyjaciela Hanisza i Guttmana, Szymona w odcinku Rocznica? W ogóle nigdzie nie widzę i nie mogę znaleźć. użytkownik usunięty ocenił(a) ten serial na: 8 frycio80 Napisałeś Szymon, ale może chodzi Ci o Mirona, który później umiera ? Jeśli tak, to Józef Kalita: Dzięki. Chciałem wiedzieć. Mała, ale ciekawa rola. W ogóle to jest chyba mój ulubiony odcinek do tej pory. Bardzo dobrze oglądało się ich w trójkę i w ogóle cały ten wątek z poszukiwaniem pomnika i wspomnieniami. Napisałem tak, bo znalazłem aktorkę, co grała ,,Nutkę'' i jest napisane, że znajoma Szymona z powstania warszawskiego. I to tu czy tam. Nosz kurde, jak tu się nie pomylić. użytkownik usunięty ocenił(a) ten serial na: 8 frycio80 O ile pamiętam nazywał się chyba "Szczepan", tzn taki miał pseudonim, znalazłem to info na . Bardzo lubię "W Labiryncie", serial z duszą, taki jeszcze analogowy, do połowy lat 90tych polskie produkcje miały podobny, ciepły klimat np "Radio Romans", "Zespół Adwokacki", "Matki, Żony i Kochanki" itp. To chyba zasługa fantastycznych, gruntownie wykształconych aktorów, którzy w nich grali. Dzisiaj wszystko w Polsce robi się taśmowo, grają amatorzy celebryci ze "ścianek", bez dykcji, bez doświadczenia. Dobrze, że brytyjskie i amerykańskie produkcje nadal trzymają wysoki poziom :D Pozdrawiam. Mam podobne zdanie co na temat seriali z tych czasów. Zespół Adwokacki i Radio Romans nie oglądałem. Nawet nie wiem, czy zajrzę. W labiryncie oglądam, bo kilka odcinków oglądałem jakieś prawie 10 lat temu. W wakacje leciał. Zawsze przypadkiem oglądałem. W telewizji rzadko mi się zdarzyło obejrzeć wszystkie odcinki jakiegoś serialu. Miło jest sobie przypomnieć. Pamiętam, jak wtedy spodobała mi się piosenka Markowskiego. Matki, żony i kochanki niedawno sobie przypomniałem, bo też oglądałem jakieś 10 lat temu. Jeszcze wtedy miało się po 12 lat. Zdziwiłem się po latach, że to serial Machulskiego. Zapomniałem po tych latach. Jak na jego, to zaskakujące. Lubię oglądać filmy z tamtych czasów. Inny klimat, bliższy rzeczywistości. Choćby w tym serialu jak ukazano te całe środowisko farmaceutyczne. Jak to trzyma się tych czasów i mówi o nich. Sceny pani Marii z panią Wanat, jak rozmawiają o ludziach, pokoleniach i czasach. Jak to jest ujęte. Nie to, co teraz. Dobrze określiłeś z tym klimatem. To samo z aktorami. Nie ma nawet co porównywać do dzisiejszych tasiemców. Tak jest. Robi się taśmowo, za szybkie cięcia, jakieś dziwne wątki, że już nie wspomnę o wykonaniu i aktorstwie. Jak oglądam ten serial, to się dziwię, że robili ci sami, co robią Klan. Masakra.
Czas trwania: 00:46:26. Indeks: 40631332. W labiryncie (Original TV Series Soundtrack) - Krzysztof Marzec, w empik.com: 24,99 zł. Przeczytaj recenzję W labiryncie (Original TV Series Soundtrack).
Drugiego dnia 58. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu atrakcją był koncert „Wielkie Przeboje Małego Ekranu”. Na scenie największe gwiazdy wykonały utwory z kultowych polskich seriali. Kolejno na scenie Amfiteatru Tysiąclecia w Opolu pojawili się: Tomasz Stockinger, który wykonał piosenkę z czołówki serialu „Czterej pancerni i pies”;Tomasz Karolak z utworem z „Wojny Domowej”;Alicja Majewska w utworze „Przed nocą i mgłą” z „07 zgłoś się”;Pectus z „Balladą o Tolku Bananie” ze „Stawiam na Tolka Banana”;Andrzej Rosewicz, który zaśpiewał po latach utwór z „Czterdziestolatka”;Tadeusz Chudecki, wykonujący utwór „Absolutnie” z produkcji „Droga”;Sound’n’Grace w wykonaniu czołówki z programu „5, 10,15”;Marek Molak zaśpiewał utwór „Uciekaj serce” z serialu „Jan serce”;Grzegorz Skawiński w piosence „W labiryncie ludzkich spraw” z produkcji „W labiryncie”;Janusz Radek w piosence „Zmiennicy” z serialu „Zmiennicy”;Sonia Maselik w wykonaniu „Sweet, sweet Tulipan” z serialu „Tulipan”;Ryszard Rynkowski zaśpiewał utwór z „Klanu”, zatytułowany „Życie jest nowelą”;Kasia Stankiewicz wykonała piosenkę „Zabij mnie” z filmu telewizyjnego „Młode wilki”;Anna Jurksztowicz zaśpiewała tytułową piosenkę z serialu „Na dobre i na złe”;Sławek Uniatowski zaśpiewał utwór tytułowy z „M jak miłość”;Ania Dąbrowska wykonała piosenkę „Nie pytaj o miłość” z serialu „M jak miłość”;Zespół Ira wykonał piosenkę „Parę chwil” z serialu „Egzamin z życia”; Koncert „Premier” Jeszcze dziś na opolskiej scenie usłyszymy nowe piosenki znanych nam artystów w koncercie „Premier”. Wśród dziesięciorga wykonawców będzie Roksana Węgiel z utworem „Korona” duet Martin Lange z piosenką „Kłamiesz” oraz Paulla i jej „Ostatnia noc”. Uczestnicy „Premier” będą rywalizować o nagrodę imienia Karola Musioła przyznawaną w głosowaniu przez telewidzów oraz o nagrodę jury, w którego skład wchodzą dziennikarze, krytycy branży muzycznej i artyści. W oczekiwaniu na werdykt usłyszymy Alicję Szemplińską, Marcina Sójkę i Sławka Uniatowskiego w repertuarze Marka Grechuty z okazji 50. rocznicy wydania płyty Marek Grechuta i Anawa. Koncert poprowadzi Tomasz Kammel. Czytaj też:Kreacja Steczkowskiej z Opola zwróciła uwagę fanów. Gwiazda dopytuje: Udana?
Odtwórz. 1988Polskatelenowele. Pierwsza polska telenowela. Odcinki „W labiryncie” powstawały w krótkim czasie, formuła okazała się strzałem w dziesiątkę. Serial przyciągał przed telewizory miliony widzów, dla wielu stał się produkcją oddającą ducha przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w Polsce.
Ten tekst przeczytasz w 11 minut Cenzura chciała, abyśmy poruszyli temat wyborów czerwcowych. Na spotkaniu powiedzieliśmy prezesowi telewizji, że zrobimy to, ale pod jednym warunkiem. Musimy dostać wynik wyborów z sześciotygodniowym wyprzedzeniem – wspomina reżyser serialu / ShutterStock Mija właśnie 30 lat od premiery pierwszego odcinka „W labiryncie”. Przez ten czas zmieniło się w Polsce wszystko – także seriale. Pędzimy gdzieś, na oślep wciąż…”. 30 lat temu słowa tej piosenki przyciągały tłumy przed telewizory. Każdy odcinek „W labiryncie” w TVP oglądało ok. 16 mln widzów. Ludzie wspominają ten serial z sentymentem, ale dziś nie zdobyłby już takiej popularności. – Pamiętam, że na nagranie tej piosenki mieliśmy bardzo mało czasu. Bardzo chciałem, aby zaśpiewał ją Grzesiu Markowski (wokalista grupy Perfect – red.), bo znamy się i lubimy od lat – mówi Paweł Karpiński, reżyser i współscenarzysta, który wraz z Wojciechem Niżyńskim tworzył serial „W labiryncie”. O muzykę poprosił autora Krzysztofa Marca, znanego z roli Krzysia z programu dziecięcego „Tik-Tak”. – Pojechałem do niego, wzięliśmy gitary i w jeden wieczór piosenka do tekstu Wojtka była gotowa. Ciekawostką jest to, że do dziś wersja oryginalna wciąż grana jest w mono – mówi Karpiński. Ostatecznie skromna ścieżka dźwiękowa została opracowana na syntezatorze Roland D-20. Dziś niejeden serialowy twórca nie odważyłby się na taki „szybki strzał”, a tytułowa piosenka – podobnie jak scenariusz czy obsada – musi przejść ostrą selekcję. W czasach, gdy powstawało „W labiryncie”, wszystko było jednym wielkim eksperymentem. Kontrakt na 13 odcinków Choć „W labiryncie” kojarzone jest dziś jako pierwsza polska telenowela, zgodnie ze standardami było jednak serialem rzeką. – Zawarliśmy umowę na 13 odcinków, a ostatecznie zrobiliśmy ich 120 – wspomina Karpiński. Ojcem chrzestnym produkcji był Józef Węgrzyn, któremu marzyło się, aby TVP 2 nadawała co tydzień jeden odcinek serialu o losach zwykłych Polaków. Pomysł podchwycił publicysta Janusz Rolicki, który zgłosił się do Karpińskiego i tak rozpoczęli trwającą ponad cztery lata przygodę. Prace nad „Labiryntem” rozpoczęły się w maju 1988 r., a zdjęcia ruszyły w październiku. Karpiński do współpracy zaprosił Wojciecha Niżyńskiego. To on wpadł na pomysł, aby akcja serialu działa się w czasie rzeczywistym, czyli żeby bohaterowie w tym samym momencie co wszyscy Polacy obchodzili Boże Narodzenie, zdawali maturę albo wyjeżdżali na wakacje. Emisja premierowego odcinka odbyła się 30 grudnia 1988 r. Ta data może dziś się wydać pewnym zaskoczeniem, bo premierowe odcinki zazwyczaj pokazywane są przez największe stacje wraz ze startem nowej wiosennej albo jesiennej ramówki. – Nie mieliśmy żadnego specjalnego założenia. Po prostu były już gotowe trzy odcinki, a telewizja podjęła decyzję, że zaczyna emisję. Scenariusze mieliśmy napisane na dwa miesiące do przodu, odcinki zrealizowane i zmontowane zostały trzy tygodnie przed emisją. Ograniczaliśmy się, jeśli chodzi o ilość lokalizacji, bo sprzęt był ciężki i trudno go było przewozić. Pozwoliliśmy sobie na jeden eksperyment: kręciliśmy sceny kilkoma kamerami – wspomina Karpiński. Większość serialowych dekoracji powstała w starym kinie w Rembertowie, tam też kręcono pierwsze zdjęcia. Akcja „W labiryncie” toczyła się w środowisku warszawskich farmaceutów, lekarzy, naukowców i biznesmenów. Główną bohaterką była Ewa Glinicka, która po śmierci narzeczonego rozpoczęła pracę w Pracowni Farmakodynamiki Instytutu Farmakologii Klinicznej. Trwały tam prace nad preparatem o nazwie Adoloran. – Czasem ludzie mówią mi żartem, że gdyby ten cudowny lek, jakim miał być Adoloran, został wprowadzony na rynek, stałby się remedium na troski Polaków – śmieje się Karpiński. Popularność, która łechtała ego Na planie spotkali się znani aktorzy i debiutanci. Polacy mogli zobaczyć gwiazdy, Leona Niemczyka, Marka Kondrata, Barbarę Horawiankę czy Małgorzatę Lorentowicz. Zaś młode pokolenie – Jan Jankowski, Piotr Skarga, Jowita Budnik (wówczas jeszcze Miondlikowska) czy Dariusz Kordek – dzięki tej produkcji zdobyło popularność. – Wspominam tamten czas i serial fantastycznie. Właśnie skończyłem szkołę teatralną i to był mój debiut telewizyjny. Miałem szansę uczyć się od najlepszych – wspomina Kordek. Grał lekkoducha i przystojniaczka, który pod wpływem życiowych wydarzeń staje się powoli fajnym, dojrzałym i odpowiedzialnym facetem. – Marek z playboya zmienia się we w miarę cywilizowanego gościa. To z pewnością chwytało za serce widownię, zwłaszcza jej kobiecą część. A co do amanta? Nigdy się nim nie czułem, choć zdarzały się sytuacje, w których byłem tak traktowany. Czasem rzeczywiście słyszałem, że ktoś krzyczy „O! Mareczek”. To łechtało moje ego, ale nie byłem na to w ogóle przygotowany. Nikt nas nie uprzedzał i my sami też nie byliśmy świadomi tego, że stajemy się aż tak popularni – opowiada. Nie każdemu ta popularność sprawiała przyjemność. Po latach grająca główną rolę Agnieszka Robótka-Michalska w książce „Gdzie są gwiazdy z tamtych lat?” stwierdziła, że serial zrobił jej dużo krzywdy, bo wszyscy oceniali ją przez pryzmat biednej, pokrzywdzonej przez los kobiety. Popularność nie zagwarantowała jej ani kolejnych głównych ról, ani pieniędzy. To ona jako pierwsza odeszła z serialu, a scenarzyści musieli zmierzyć się ze zniknięciem jej bohaterki. Teraz jest to na porządku dziennym, kiedyś było novum. – Zostawiliśmy jej otwartą furtkę i wysłaliśmy do Szwecji. Bohaterka co prawda wróciła, ale zagrała ją już inna aktorka – mówi Karpiński. Nie wszyscy aktorzy, którzy dostali propozycję pojawienia się w serialu, z niej skorzystali. Początkowo w rolę żony bohatera granego przez Marka Kondrata miała się wcielić Grażyna Barszczewska. – Najpierw była na tak, ale potem się wycofała. Nie pasowała jej ta konwencja, być może czuła strach przed nowym i nieznanym. Nie naciskaliśmy. Uratowała nas z ogromnym sukcesem Sławomira Łozińska – opowiada Karpiński. Dziś taka sytuacja raczej nie miałaby miejsca. – Większość aktorów nie odmawia. Zrozumieli, jak wielką szansą jest pokazanie się w serialu, który ma dużą oglądalność. Młodzi z kolei wiedzą, że na planie mogą się wiele nauczyć. Wiedzą, że to w żadnym wypadku nie jest format, który zamyka drogę do innych projektów – uważa Ilona Łepkowska, scenarzystka nazywana królową polskich seriali, która pracowała przy takich produkcjach jak „M jak miłość”, „Klan”, „Na dobre i na złe” czy „Barwy szczęścia”. Karpiński wspomina, że byli też tacy, którzy bardzo chcieli zagrać we „W labiryncie” ze względu na ciekawą rolę albo chęć zmiany ekranowego wizerunku.– Bardzo się bałem, że Marta Klubowicz, której zaproponowałem postać Doroty Wanat, nie będzie chciała zagrać młodej kobiety, która utyka na jedną nogę. Moje obawy były bezpodstawne. Marta była przeszczęśliwa, bo jak tłumaczyła, zawsze lubiła „grać ułomności”. Gdy jej bohaterka przechodziła operację, cała Polska trzymała za nią kciuki. Z kolei Wiesław Drzewicz chciał się odciąć od postaci Gargamela, którego po mistrzowsku zdubbingował w serialu o Smerfach. Świetnie napisana postać statecznego, światłego, obdarzonego dużym poczuciem humoru Leona Guttmana szybko podbiła serca widzów – dodaje Karpiński. Transformacja ustrojowa na ekranie W 1989 r. działała jeszcze cenzura, ale urzędnicy nie wtrącali się zbytnio do serialu. W pewnym momencie pojawiła się jednak pewna sugestia. – Chciano, abyśmy poruszyli temat nadchodzących wyborów czerwcowych. Na spotkaniu powiedzieliśmy prezesowi telewizji, że zrobimy to, ale pod jednym warunkiem. Musimy dostać wynik wyborów z sześciotygodniowym wyprzedzeniem. Prezes był przekonany, że to żart. Wyjaśniliśmy, że z takim wyprzedzeniem kręciliśmy serial. Ten argument wystarczył i więcej nie podsuwano nam podobnych pomysłów – wspomina Karpiński. Dodaje, że cenzura wciąż jest obecna. – Zmieniła jedynie oblicze. Dziś nie jest polityczna, a finansowa. Nie ma pieniędzy, nie ma filmu, nie ma dystrybucji – uważa. Co zadecydowało o tym, że „W labiryncie” wspominane jest z tak ogromnym sentymentem? Zdaniem Ilony Łepkowskiej po pierwsze, był to pierwszy tego typu serial, a po drugie – jego bohaterowie przeżywali to samo co widzowie przed ekranem: obchodzili święta lub wyprawiali dzieci do szkoły. Prowadzenie fabuły równolegle z czasem rzeczywistym było w Polsce zabiegiem nowatorskim. – U nas nikt tak wcześniej nie robił. Dzięki temu skracało się dystans do widzów. Było jednak też pewne ryzyko, gdyby coś się posypało. Przede wszystkim jednak Paweł Karpiński i Wojtek Niżyński to bardzo zdolni twórcy i stworzyli niezwykle ciekawe postaci oraz intrygi. Ja sama wiele się od nich nauczyłam – wyjaśnia. Doktor Karol Jachymek, kulturoznawca i filmoznawca z Uniwersytetu SWPS w Warszawie, wymienia jeszcze dwa elementy, które zadecydowały o fenomenie tego serialu. – Po pierwsze, wyrósł on na popularności tego, co w tamtych czasach przychodziło do nas z zagranicy. Najpierw „Niewolnica Isaura”, potem mydlane opery takie jak „Dallas”, a potem „Dynastia”. Po drugie, warto pamiętać, że „W labiryncie” pokazywało zmieniającą się polską rzeczywistość. Bohaterowie, podobnie jak Polacy, mieli do czynienia z transformacją obyczajowo-ustrojową – wyjaśnia. Dobrym tego przykładem jest chociażby scena, w której serialowa Renata (Anna Chodakowska), prowadząca z ojcem kwiaciarnię, pokazuje mu sztuczne kwiaty i próbuje namówić, aby rozszerzyli ofertę o sprowadzane z Holandii wykonane z jedwabiu wiązanki i bukiety. Serialowa młodzież popijała coca-colę ubrana w dresy z Myszką Miki. – Bohaterowie, podobnie jak każdy obywatel, zachłystywali się dobrami z Zachodu, zmieniali pracę, bo ich państwowe zakłady były likwidowane, lub szukali pomysłu na dochodowy biznes – mówi dr Jachymek. Tłumaczy, że sukces takich seriali jak „W labiryncie” czy realizowany od 1998 r. i emitowany do dziś „Klan” polega właśnie na tym, że odbijają ideologię dominującą i charakterystyczną dla danej rzeczywistości. – Chodzi o świat z jego normami, wartościami, które w danej grupie są uznane za te najbardziej odpowiednie i właściwe. To wartości czasem mocno konserwatywne, ale przeciętny widz to właśnie lubi – mówi. Dodaje, że z telewizyjnego punktu widzenia seriale – zarówno te produkowane przez TVP, jak „Klan”, „M jak miłość”, „Barwy szczęścia”, jak i przez stacje komercyjne, np. „Na Wspólnej” czy „Pierwsza miłość” – są odpowiednio usytuowane w ramówce, często w prime time, a więc w godzinach największej oglądalności. – Nawet jeśli niektórych śmieszy, że kobiety ze zwykłych polskich rodzin śniadanie podają na porcelanowej zastawie i od rana chodzą w szpilkach, to i tak serialowych bohaterów lubią. A może właśnie dlatego lubią ich bardziej, bo chcieliby żyć w takim eleganckim otoczeniu – tłumaczy Jachymek. Nietrudno jednak zauważyć, że dziś polskie seriale wyglądają zupełnie inaczej. – Nasze rodzime produkcje zmieniają się, jeśli chodzi o tematykę, obyczajowość, zachowania bohaterów – mówi Łepkowska. Przyznaje, że to wszystko podyktowane jest niczym innym, jak zmieniającymi się oczekiwaniami widzów. – Ludzie chcą seriali robionych z rozmachem, z dużymi budżetami. Zależy im na gatunkowej różnorodności – uważa. Jej opinię podziela Paweł Jurek, scenarzysta, który pracował przy produkcji „Na Wspólnej”, a obecnie przy „Barwach szczęścia”. Jego zdaniem zarówno fabuła, jak i narracja wciąż ewoluują. – Mam wrażenie, że seriale zmieniają się i gonią do przodu cztery razy szybciej niż prawdziwe życie. Widownia mocno przyspieszyła. Żąda emocji, wielowątkowych opowieści – mówi. Uważa, że świat klasycznych seriali zmienił się, odkąd pojawiły się docu-soap. – Nie obrażając nikogo, osoby, które tworzą te produkcje, to trochę tacy scenarzyści amatorzy. Jest ich na rynku coraz więcej, są przysposobieni do zawodu i przenoszą na ekran rzeczywistość jeden do jednego. Nie ma w ich pracy subtelności, fabuła żywi się głównie drastycznymi sytuacjami, wypadkami, intrygami, bazuje na ludzkim nieszczęściu. Widz zaczął więc wymagać, by i w czysto fabularnej produkcji działo się coraz więcej i więcej – wyjaśnia. Śmierć w kartonach Paweł Jurek zwraca uwagę, że gdy powstawał serial „W labiryncie”, widzowie często mylili to, co dzieje się na ekranie, z rzeczywistością. Stąd brały się życzenia szybkiego powrotu do zdrowia dla Marty Klubowicz czy wyrazy współczucia po śmierci narzeczonego dla Agnieszki Robótki-Michalskiej. Gdy w serialu „M jak miłość” Hanka Mostowiak, grana przez Małgorzatę Kożuchowską, najpierw wjechała w stertę kartonów, a później umarła w szpitalu niedługo po tym, jak lekarze stwierdzili u niej tętniaka mózgu, przed telewizorami zasiadło 8,4 mln widzów. Dosłownie kilka chwil po emisji w internecie rozpoczęła się sprzedaż kawałków kartonów, w które rzekomo miała wjechać Hanka, oraz samochodu, który „zagrał” w tej scenie. Dziennikarze jednego z tabloidów wyruszyli z kolei na poszukiwania grobu Hanki Mostowiak. – Tę śmierć jako tako udało się utrzymać w tajemnicy, mimo że się o niej mówiło, telewizja pokazywała zajawki tego odcinka, a gazety rozpisywały się na temat tego wątku, widzowie nie do końca wiedzieli, jak Hanka zginie, i pewnie dlatego oglądalność była tak wysoka. Moim zdaniem nie najlepiej to wyszło, ale ja tego nie pisałam – mówi Łepkowska. Widzów poruszyła także śmierć Ryśka Lubicza z „Klanu”. W szpitalu, do którego trafił po zawale serca, został napadnięty przez złodziei, podczas upadku mocno uderzył się w głowę i zmarł. Odcinek ten wyemitowano 22 lutego, co pełniło swego rodzaju edukacyjną rolę, bo to dzień upamiętniający ofiary przestępstw. – Rysiek, a właściwie Piotr Cyrwus, chciał już rok wcześniej odjeść z produkcji. Wspólnie ustaliliśmy, jak to zrobimy, by wszystko pasowało do fabuły – wyjaśnia Karpiński. Dodaje, że bardzo przykra sytuacja miała miejsce również we „W labiryncie”. Z tą tylko różnicą, że Mieczysław Voit, wcielający się w rolę ojca Marka, zmarł naprawdę. – Wiedzieliśmy, że choruje, i taki wątek pojawił się w serialu. Potem w momencie, gdy to się stało naprawdę, powstała scena, w której ginie w wypadku samochodowym, podczas podróży na ślub swojego syna – mówi Karpiński. Dziś widzowie nie przeżywają już tak mocno zniknięcia ulubionych aktorów z serialu. – Nie jest to już dla nich tragedia. Portale plotkarskie i pisma poświęcone serialom sprawiły, że są bardziej świadomi. Domyślają się, że postać umiera albo wyjeżdża za granicę, bo aktor chciał odejść z produkcji. Patrzą na to z przymrużeniem oka. Jeśli takich szybkich zwrotów akcji nie, to się nudzą, a oglądalność spada o kilka tysięcy – mówi Paweł Jurek. Scenarzyści nie mają hamulców Czy to znak, że era seriali rzek powoli dobiega końca? – Owszem, schodzą na drugi plan, ale to nie oznacza, że nie będzie ich w obecnej formie. To prawda, że widzowie żyją szybciej i nie mają czasu, by codziennie o tej samej porze usiąść przed telewizorem i zobaczyć jeden odcinek. Chcą mieć serial, który obejrzą w dwa wieczory na Netfliksie lub na DVD. Współczesny młody widz ucieka jednak od tasiemców, wytrzymuje co najwyżej kilka sezonów maksimum trzynastoodcinkowego serialu – tłumaczy Łepkowska. Ogromnym sukcesem, twierdzi, jest to, że „M jak miłość” czy „Barwy szczęścia” utrzymują się od tylu lat na rynku. – Olbrzymią trudnością jest to kontynuować, wymyślać nowe wątki. Ma się wrażenie, że wszystko już było. Każdy problem: choroba, zdrada, rozwód, narodziny – mówi. Zdaniem Ilony Łepkowskiej zmieniają się nie tylko widzowie, ale i scenarzyści. – Nie mają ograniczeń. Wiedzą, że wszystko można napisać. My, starsze pokolenie scenarzystów, byliśmy w pewnego rodzaju niewoli. Ograniczały nas niski budżet i dekoracje zbudowane na hali. Pora emisji serialu nie pozwalała z kolei na brzydkie wyrazy czy kontrowersyjne tematy. Oni są bardziej wolni i ja im tej wolności, przyznam szczerze, zazdroszczę – mówi. Tłumaczy, że choć teoretycznie można było opowiadać o wszystkim, to seks lub narkotyki na ekranie były nie do pomyślenia. – Mamy teraz serial „Ślepnąc od świateł”, którego bohaterem jest diler. Jak my poruszaliśmy w naszych serialach ten temat, to musieliśmy się potwornie nagimnastykować, żeby to, co pokażemy, nie było formą zachęty dla młodego widza do zarabiania w ten sposób na życie – wyjaśnia. Zdaniem Pawła Jurka świat seriali idzie właśnie w tę stronę. – Silnych, mocnych emocji, drastycznych i zagadkowych historii. Taka panuje moda. Podobnie było z literaturą i wysypem kryminałów. W branży serialowej mamy tendencję do – jak ja to mówię – seriali kryminalno-obyczajowych osadzonych poniekąd w rodzinnych realiach, w których źli są albo popełniają zbrodnie najbliżsi – mówi. Magazyn DGP z 28 grudnia 2018 r. / Dziennik Gazeta Prawna Czy to główny powód, dla którego popularność zdobywają takie produkcje jak „Rojst”, „Krew z krwi” czy wspomniane „Ślepnąc od świateł”? – Ta ostania, wyreżyserowana przez Krzysztofa Skoniecznego, porusza kontrowersyjny temat, ma świetną obsadę i formę, która zbliża ją do popularnych seriali zagranicznych z płatnych stacji. To jest właśnie to coś. Uważam, że jeśli społeczeństwo dyskutuje o polskim serialu więcej niż o zagranicznym, to zawsze mu to dobrze robi. Nie musi się podobać. Ważne, że jest ruch w branży, że coś się zmienia, że wśród nowych twórców pojawia się świeża krew – uważa Łepkowska. I szczerze wyznaje, że sama takiego serialu nie napisze. – Jestem na to już trochę za stara, mam swój sposób pracy, którego też pewnie nie zmienię i nie za bardzo mam na to ochotę. Myślę, że powoli nadchodzi czas, aby ustępować miejsca młodszej generacji – stwierdza. Cenzura chciała, abyśmy poruszyli temat wyborów czerwcowych. Na spotkaniu powiedzieliśmy prezesowi telewizji, że zrobimy to, ale pod jednym warunkiem. Musimy dostać wynik wyborów z sześciotygodniowym wyprzedzeniem – wspomina reżyser serialu Zobacz więcej
Robótka-Michalska była pierwszą aktorką w Polsce, która na własne życzenie zrezygnowała z pierwszoplanowej roli w serialu. 2/17 Gwiazdy serialu "W labiryncie": Agnieszka Robótka-Michalska
2 126 887 tekstów, 19 876 poszukiwanych i 297 oczekujących Największy serwis z tekstami piosenek w Polsce. Każdy może znaleźć u nas teksty piosenek, teledyski oraz tłumaczenia swoich ulubionych utworów. Zachęcamy wszystkich użytkowników do dodawania nowych tekstów, tłumaczeń i teledysków! Reklama | Kontakt | FAQ Polityka prywatności
Provided to YouTube by Sony Music LocalW Labiryncie · Piotr FronczewskiPan Kleks W Kosmosie℗ 2002 Sony Music Entertainment (Polska) Sp. z o.o.Released on: 20
Wracamy z cyklem o rodzimych serialach, które inspirują wiele Polek i Polaków przy urządzeniu swoich wnętrz. W kolejnej części serii rozmawiamy z Olgą Drendą o pierwszej polskiej telenoweli, czyli "W labiryncie". Serial "W labiryncie" był nagrywany w latach 1988-1991 Przedstawiono w nim środowisko naukowców, farmaceutów, lekarzy, pierwszych ludzi biznesu oraz ich bliskich w burzliwych czasach przemian gospodarczych i ustrojowych Telenowelę nagrywano za niewielkie pieniądze, głównie w naturalnych wnętrzach i plenerach, co pozwoliło na dobre oddanie realiów tamtego okresu - To nie jest serial aspiracyjny, który pokazuje, jak należy żyć i co wypada, dlatego wszystko tam jest bardziej z życia wzięte — komentuje Olga Drenda Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Onet Wygląd wnętrz mieszkań i domów Polek i Polaków w dużej mierze zawdzięczamy rodzimym serialom. Zdaniem wielu ludzi z branży, to właśnie one, a nie programy telewizyjne, reklamy czy magazyny o designie, najbardziej inspirują naszych rodaków przy urządzaniu domów i mieszkań. Dlatego współcześnie serialową rzeczywistość kreuje się w bardzo przemyślany sposób, o czym możemy przeczytać w artykule pt. "Jak seriale kształtują gusta Polaków", który Joanna Podgórska kilka lat temu opublikowała w "Polityce". Według autorki ta rzeczywistość powinna być lepsza niż naprawdę, ale w zasięgu marzeń przeciętnych mieszkańców naszego kraju, tak by nie onieśmielała i nie wywoływała poczucia obcości. Czy tak jednak było zawsze? Wnętrza z serialu "W labiryncie" W kolejnej części naszego cyklu wezmę pod lupę mieszkania, domy i biura z serialu "W labiryncie" (wcześniej pisałem o "Rodzinie zastępczej", "Magdzie M." i "Złotopolskich"). Nagrywana w latach 1988-1991 produkcja jest nazywana pierwszą polską telenowelą. W jej powstawanie zaangażowani byli Wojciech Niżyński i Paweł Karpiński, późniejsi twórcy "Klanu", a w rolach głównych można zobaczyć między innymi Marka Kondrata, Leona Niemczyka, Dorotę Kamińską, Karola Strasburgera oraz Piotra Skargę. Ekipa serialu "W labiryncie" Foto: AKPA Serial opowiada o losach pracowników warszawskiego Instytutu Medycyny Klinicznej i Doświadczalnej, przedstawiając środowisko naukowców, farmaceutów, lekarzy, pierwszych ludzi biznesu oraz ich bliskich w burzliwych czasach przemian gospodarczych i ustrojowych, które zachodziły na przełomie lat 80. i 90. Telenowelę nagrywano za niewielkie pieniądze, głównie w naturalnych wnętrzach i plenerach, co pozwoliło na dobre oddanie realiów tamtego okresu. Kiedy serial był po raz pierwszy wyświetlany w telewizji, cieszył się ogromną popularnością — oglądalność sięgała 16 mln widzów. Dziś jednak także wiele osób o nim pamięta, nie tylko ze względu na hitową piosenkę z czołówki pt. "W labiryncie ludzkich spraw", która została zaśpiewana przez Grzegorza Markowskiego z Perfectu i skomponowana przez Lecha Brańskiego oraz Krzysztofa Marca znanego szerzej jako "Pan Tik Tak". O powrocie nostalgii za serialem oraz jego scenografii porozmawiałem z Olgą Drendą, autorką książki "Duchologia polska" i strony "Duchologia" poświęconej latom 80. i 90. Z czego twoim zdaniem wynika powrót nostalgii za serialem "W labiryncie", który widać obecnie w mediach społecznościowych? Olga Drenda: Ten serial jest nazywany pierwszą polską telenowelą i od dawna ma wiernych sympatyków. Wiem, że jeszcze w tzw. starym internecie, czyli przed pojawieniem się mediów społecznościowych, na jakimś forum istniała prężnie działająca grupa jego fanów o nazwie "Adoloran". Myślę, że aktualna nostalgia ma w dużej mierze wymiar techniczny. Odcinki "W labiryncie" w końcu są dostępne na VOD, więc po prostu można je sobie obejrzeć i nie trzeba w tym celu wykonywać jakichś akrobacji. To pomaga wielu osobom w odkrywaniu tej produkcji na nowo. Jeżeli chodzi o inne powody nostalgii, to z dzisiejszej perspektywy dla wielu osób pozytywnym zaskoczeniem może być brak dydaktyzmu. W późniejszych serialach obyczajowych tego typu bardzo widoczne jest to, że one mają pokazywać jakieś pożądane postawy. "W labiryncie" nie ma też żadnych lokowań produktów, które opanowały współczesne, bardzo przemyślane pod względem komercyjnym produkcje. Myślę, że to jest naprawdę wiarygodna pocztówka z epoki, która dobrze pokazuje życie w czasach polskiej transformacji ustrojowej, oczywiście w pewnym określonym środowisku. Brak dydaktyzmu, o którym wspomniałaś, czasem wręcz szokuje. Na grupie fanowskiej widziałem, że ludzi bardzo dziwi np. pokazywanie kobiety w ciąży pijącej wino jako coś zupełnie normalnego. Tak, to jest bardzo ciekawy wątek. Myślę, że w "M jak miłość" już w następnym odcinku bohaterka musiałaby ponieść za to srogą karę. Z dzisiejszej perspektywy wszechobecność picia alkoholu i palenia papierosów w ciągu dnia może być naprawdę szokująca dla wielu oglądających "W labiryncie". Alkohol był wszechobecny w serialu "W labiryncie" Foto: Materiały promocyjne Sam realizm podoba się jednak wielu fanom "W labiryncie", których opinie znalazłem w sieci. Przeczytałem gdzieś, że to jedyny serial, w którym bohaterowie chodzą do pracy, zakładają kapcie w mieszkaniach i mają boazerię na ścianach. Bo to nie jest serial aspiracyjny, który pokazuje, jak należy żyć i co wypada, dlatego wszystko tam jest bardziej z życia wzięte. Dla mnie uderzające jest w nim też to, w jaki sposób pisze się postaci i dialogi. Chodzi o to, że tam często ludzie są dla siebie niezbyt mili na co dzień. Między nimi jest jakaś taka szorstkość, na którą bardzo często trafiam w różnych materiałach z końca lat 80. To jest świat ludzi strasznie zmęczonych życiem, a z drugiej strony przejawiających pewne ambicje i widzących nowe perspektywy w związku z przełomem. Podejrzewam, że to nie było celowe ze strony twórców, ale udało im się taki realistyczny kadr wykonać. Bohaterowie "W labiryncie" często są dla siebie niemili Foto: Materiały promocyjne Czy ten realizm dotyczy też wnętrz? Zdecydowanie tak. Moim zdaniem to wynika z tego, że większość mieszkań pojawiających się w serialu istniała naprawdę, tylko niektóre wnętrza zostały zaaranżowane w studio. Dodatkowo wtedy na rynku dostępna była znacznie mniejsza niż obecnie pula przedmiotów codziennego użytku, z których można było skorzystać. Możliwości sztucznego upozowania życia były więc dużo mniejsze. Pamiętam z dzieciństwa, że elementy wyposażenia wnętrz, które pojawiały się w serialu "W labiryncie" były faktycznie popularne w tamtych czasach. Tak było w przypadku zasłonek w kratkę, które wisiały w mieszkaniu Durajów. Zasłonki w kratę w mieszkaniu Durajów Foto: INPULS / East News W serialowych wnętrzach jest też sporo modnych ówcześnie produktów z Cepelii i Włocławka czy dekoracji typu skóry zwierząt. Moim ulubionym przykładem czegoś, czego w tej chwili już nie znajdziemy w takim kontekście, są tzw. kalendarze z gołą babą, które w pierwszych odcinkach pojawiają się dosłownie wszędzie, także w biurach. Coś, co obecnie jest kojarzone z jakąś kanciapą albo warsztatem, tam jest symbolem prestiżu. Pamiętam, że faktycznie tak było. Koniec lat 80. to jest potężne wejście soft erotyki do polskiej kultury popularnej. Kalendarz z nagą kobietą w serialu "W labiryncie" Foto: INPULS / East News W jednej z pierwszych rodzimych reklam nawet koparkę Waryński promowała modelka topless siedząca w kabinie tego pojazdu. To była jakaś zupełnie ślepa wiara w to, że seks sprzedaje. Co ciekawe, po jakimś czasie kalendarze z gołą babą zniknęły z "W labiryncie" i zostały zastąpione przez takie z krajobrazami. Może ktoś zorientował się, że serial był nadawany we wczesnych godzinach popołudniowych, więc oglądały go też dzieci. Jakie elementy wnętrz pojawiających się w serialu zapadły ci jeszcze w pamięć? Na pewno boazeria, która pokrywała chyba całe wnętrze domu pani Marii. Pamiętam też, że wszędzie było pełno drewna sosnowego. Wydaje mi się także, że w którymś mieszkaniu pojawiły się też półki IKEA o nazwie IVAR, które były produkowane w Polsce i część z nich trafiała na tzw. eksport wewnętrzny. W ogóle mieszkanie Durajów było dość typowym wnętrzem ówczesnej inteligencji, gdzie polska IKEA miesza się z Cepelią. Skóra wisiała między innymi w mieszkaniu Durajów Foto: screen Czy myślisz, że te wnętrza mogą wciąż inspirować? Musimy pamiętać, że to były wnętrza, które powstawały w warunkach strasznie kryzysowych. W połowie lat 80. było bardzo trudno kupić funkcjonalne, działające meble, które by miały wszystkie części. To był moment strasznej zapaści całej wytwórczości użytkowej. Jak się czyta ówczesną prasę, to tam dziennikarze i eksperci z bardzo wielkim żalem opisują udane polskie projekty, które prawdopodobnie nigdy nie wejdą do produkcji. Dlatego ludzie wtedy dużo sobie budowali i naprawiali sami. To był czas wielkiego majsterkowania — wiele poradników pokazywało, jak zrobić coś z niczego, np. ze skrzynek na owoce. Różne upcyklingowe rozwiązania, do których później wracali hipsterzy, pojawiły się właśnie wtedy. Makrama to jest też taki element tamtych czasów, który kilka lat temu znów zrobił się modny. Te mieszkania były efektem kombinowania i pomysłowości właścicieli, bo ze względu na niedostępność różnych produktów, nie dało się ich urządzić od A do Z. Boazeria w jednym z serialowych wnętrz Foto: Materiały promocyjne Prawdę mówiąc, nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł tęsknić za takimi realiami, ale niektóre z ówczesnych rozwiązań były faktycznie sympatyczne. Myślę, że tym, co może wracać, są naturalne kolory drewna, chociażby wspomnianej już sosny. Boazeria też zdecydowanie da się lubić. Ona teraz zaczyna dobrze się kojarzyć, raczej z taką przytulnością, a nie z aspiracyjnym dworkiem jakiegoś dorobkiewicza z ery późnogierkowskiej. Zobacz także: "Kontrola" - teaser drugiego sezonu serialu
Co to za kawałek "To demon żyje w każdym z nas ()"? Mam ogromna prośbę. Ogladam teraz powtórki popularnego na poczatku lat 90 serialu "W Labiryncie", którego zreszta jestem ogromna fanka Klimat panujacy w serialu jest typowy dla konca lat 80 i poczatku lat 90. Pojawia sie tam czasami piosenka w stylu rockowym jak to na tamten czas.
"W labiryncie". Była najbardziej znaną polską stewardessą. Dziś ma 60 lat i nadal zachwyca wyglądem! "W labiryncie" to pierwsza polska telenowela, która gromadziła przed telewizorami miliony widzów. W rolę seksownej stewardessy Krystyny Duraj wcieliła się... 28 stycznia 2022, 14:55 Przyszli na pogrzeb, a w trumnie leżał obcy człowiek Do makabrycznej pomyłki doszło na Cmentarzu Komunalnym w Legnicy przy ulicy Wrocławskiej. W miniony poniedziałek pomylono trumny z ciałami, w wyniku czego w... 17 stycznia 2018, 10:43 Wyszedł z więzienia i przez rok gwałcił córkę ludzi, którzy go przygarnęli Gwałcił 17-latkę przez rok. Nie przyznaje się. Do kontaktów seksualnych miało dochodzić między styczniem, a grudniem ubiegłego roku. Mężczyzna nie przyznaje się... 6 lipca 2017, 9:30
Musimy dostać wynik wyborów z sześciotygodniowym wyprzedzeniem – wspomina reżyser serialu / ShutterStock. Mija właśnie 30 lat od premiery pierwszego odcinka „W labiryncie”. Przez ten czas zmieniło się w Polsce wszystko – także seriale. Pędzimy gdzieś, na oślep wciąż…”. 30 lat temu słowa tej piosenki przyciągały
{"type":"film","id":35174,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/serial/W+labiryncie-1988-35174/tv","text":"W TV"}]}{"ids":[390933,135684,464707,135672,135669,135670,135677,606388,135678,135680,789164,135687,1408432,135686,243975,313016,606422,836710,1113255,1387134,1553758,2211898,2826477,135668,135682,135683,135679,1650056,789166,789165,606421,606420,823483,525263,1503398,477658,313598,1917656,2491936,2795811,450939,247004,2032345,314543,341160,353866,353916,450626,2149498,2269652,2826502,2183913,2231923,1985793,1951537,1789803,2433109,2172292,832179,823791,1102077,1636306,1635911,2496580,946697,1471714]} Anna Wojton Mariola Kaczorek, laborantka w pracowni, później studentka farmacji Maciej Orłoś Andrzej Kurek, prowadzący spotkania "Anonimowych Alkoholików"
Krystyna Duraj (z domu Czerska) – postać fikcyjna, bohaterka serialu W labiryncie. odtwórczyni roli: Renata Pękul miejsce zamieszkania: Warszawa zawody, zajęcia: stewardesa rodzice: Janina Czerska (matka) związki: Jan Duraj (mąż) dzieci: Aleksandra Duraj (córka) wielbiciele: Krzysztof Werner….
Start Kontakt 🔔 Wyszukiwarka haseł do krzyżówek pozwala na wyszukanie hasła i odpowiedzi do krzyżówek. Wpisz szukane "Definicja" lub pole litery "Hasło w krzyżówce" i kliknij "Szukaj"! Grzegorz, wykonawca piosenki z serialu "W labiryncie" - Hasło do krzyżówki ⚐ Uściślij rozwiązanie według liczby liter Dodaj nowe hasło do słownikaDzięki tobie baza definicji może zostać wzbogacona, wystarczy wypełnić definicje w formularzu. Definicje zostaną następnie dodane do słownika, aby pomóc przyszłym użytkownikom Internetu utknąć w siatce definicji.
teatrze, filmie, serialu. Nawet w reklamie. Kiedy ponad dwadzieścia lat temu zaproponowano mi rolę w "Labiryncie", pierwszym telewizyjnym polskim tasiemcu, długo zastanawiałam się, czy ofertę przyjąć. W tamtych czasach większość aktorów miała wątpliwości, czy wypada pokazywac się w tego typu produkcjach. Nie mówiąc już o
Dzięki występowi w telenoweli "W Labiryncie" była jedną z największych gwiazd przełomu lat 80. i 90. Zagrała Ewą Glinicką w 50 odcinkach uwielbianego serialu. Ale Agnieszka Robótka
Szerszej publiczności dał się poznać, wcielając się w rolę Marka Siedleckiego w kultowym dziś serialu „W labiryncie” (1990–1991). W kultowym filmie Władysława Pasikowskiego
Codzienne kłopoty, rzadkie radości, czarne i białe charaktery, lawiranci, krętacze i ludzie porządni aż do przesady. Namiastka polskiego luksusu. Środowisko naukowców, biznesmenów na polską miarę. Modne ciuchy. Pomysł zrealizowania serialu-rzeki powstał w lutym 1988 roku. Jego emisję rozpoczęto na początku 1989 r. Jest to
M a r k o w s k i; Podobne określenia. Markowski, wykonawca piosenki z serialu "W labiryncie" Ryszard, wykonawca piosenki z serialu "Klan" Rynkowski, wykonawca piosenki z serialu "Klan" Tadeusz, wykonawca piosenki z serialu "Plebania" Woźniak, wykonawca piosenki z serialu "Plebania" Andrzej, wykonawca piosenki z serialu "Złotopolscy"
Agnieszka Robótka-Michalska jako 24-latka zadebiutowała w serialu "W labiryncie", gdzie wcieliła się w postać Ewy Glinickiej. Po zagraniu w 50 odcinkach odeszła z telenoweli. W wywiadzie
1. „W labiryncie” – ówczesna TP2 (1988-1991) Polski serial obyczajowy, a właściwie pierwsza polska telenowela zadebiutowała 25 grudnia 1988 roku na kanale telewizyjnej „Dwójki”.
W LABIRYNCIE - Forum CDur.pl Wysłany: 2013-04-29 10:02:44. Witam mozna prosic o akordy do piosenki z serialu "W labirynce" , ktora spiewa Grzegorz Markowski.
- Δևвጲջωнըре ниյοкեтрυв ямωдατ
- Φεնитвը θ ζո λእգαծաфю
- Խ рολиձንժοሣ
- ԵՒсв епр оሚосвωዥո θዧխ
- Ոρиկи бεроγ
Kl1m.